poniedziałek, 13 września 2010

Skarby jesieni




Czuć ją coraz bardziej. Tak, tak, Jesień przychodzi do nas z koszem pełnym jej cnót i smakołyków, który podjumała Babiemu Latu.

A to jest ważny post - po pierwsze, publikowany w jednym z najszczęśliwszych dni, na pewno najszczęśliwszym poniedziałku w moim życiu.
Po drugie - uwidacznia jak zacnie działa aparat w moim nowym telefonie. Pięknie rysuje.

To naprawdę piękny czas!

piątek, 27 sierpnia 2010

Czuć jesienią...



Jest idealna pogoda na siedzenie w domu, przy kubku gorącej herbaty. Ale ponieważ nie mam zadowalającego mnie zdjęcia spleśniałej, czy też inaczej zdeformowanej, herbaty, pozwalam sobie wkleić ocieplające nieco atmosferę brzoskwinki [a może to były nektarynki...?]
Wieczory coraz mocniej pachną jesienią. Wiatr, jeszcze ciepły, miewa arktyczne podmuchy. Deszcz, już zdecydowanie, nieletni
nieletni, ale jeszcze nie na tyle dojrzały, by nosić miano jesiennej słoty.
Tak, tak, nie ma co się oszukiwać, "babie lato z mgły przędzie srebrną nić"...

poniedziałek, 19 lipca 2010

Sezon marchewkowy




Marchew. Rośnie latam. Gnije zawsze.
A Wikipedia mówi:
"W przeszłości rozpowszechniona była marchew w różnych kolorach: białym, żółtym, pomarańczowym, fioletowym oraz tzw. tęczowym. Obecną popularność na świecie pomarańczowa marchew zawdzięcza Holendrom, którzy wyhodowali oraz wypromowali odmianę w tym kolorze". Wiedzieliście?

niedziela, 6 czerwca 2010



Chleb.
Z okazji niedawnego święta przypadającego na 3.o6

czwartek, 15 kwietnia 2010

Dżemik dziadka Jacka...



Zważywszy na wszechnarodową żałobę, nie publikuję tego postu wtedy, kiedy chciałam pierwotnie (16.o4.2010r.), a kilka dni później. Chociaż nie ma wiele śmiesznego w słoiku z pleśniejącym dżemem, to w Janie Marii Poszepszyńskim, któremu ośmieliłam się zadedykować ten post, jest już całkiem sporo. On to bowiem, moim zdaniem, jest najznamienitszym w dramacie krótkiej formy wielbicielem dżemu w każdej postaci (łącznie z dżemem pod postacią maści na szczury :) Jeśli masz wątpliwości lub - co gorsza - masz pewność, że nie znasz zacnej osoby dziadka Jacka, zmień to:

http://wenna20.wrzuta.pl/audio/0RfSe3YQKph/rodzina_poszepszynskich-_seans_spirytystyczny

Ach, a co do dżemu, był z czarnej porzeczki (czy tam owoców leśnych). I był dobry. A pleśń w nim wyhodowana zrobiła takie "puff" (onomatopeja), gdy otworzyłam słoik (bo to była taka proszkowa pleśń).

czwartek, 1 kwietnia 2010

zdjęcie-początek



Od niego wszystko się zaczęło.

Jak widzisz, jest jeszcze stary blat, który został zamieniony na biały (będący obecnym tłem do zdjęć) niedługo po tym, jak przypaliłam go rozgrzaną pokrywką od patelni. Szalom.

wtorek, 23 marca 2010

Mniam! numer dwa..



Znalazłam dziś, w koszu wielkim wiklinowym i na blacie przy parapecie (ecie_pecie)
Co poniektóre (pomarańcze) były już twarde jak głaz (no, głazik właściwie), jedną chciałam kiedyś obrać ze skórki i zjeść (to była zasadniczo mandarynka...), ale nie udało się - teraz w tym miejscu powstała dziura, a w niej zrodziła się pleśń :)